Mówią, że ten świecący ekran to okno na świat.
Dlaczego więc kiedy zgaśnie światło nie widzę nic poza nim.
Czy naprawdę opłaca się zamiast Świata za oknem oglądać czyjeś zdjęcia z wakacji,
chłonąć jego emocje i dorzucać do pieca, w którym płonie jego ego, statystyki i komentarze?
Nie jestem stary, ale kiedy miałem mniej lat to wszystko było mniejsze i bardziej lokalne,
nikt z nas nie miał przyjaciół, których mógł liczyć w setkach, za to każdy z nas mógł wymienić ich z pamięci. Nie musiałem pisać elektronicznych wiadomości, które okrążały świat tylko po to by trafić do mieszkającego dwie ulice dalej kolegi.
I teraz powiedzcie mi kto jest lepiej zorientowany? Kto patrząc widzi a nie przyjmuje.
Internetowa bestia, która przemierza bezmiar sieci w poszukiwaniu coraz to nowych możliwości komunikowania na wszelakich poziomach, kolekcjonująca „przyjaciół” jak mój pradziadek znaczki czy może R. który idzie parkiem i chłonie jego piękno wszystkimi zmysłami a przyjaciół ma w sercu a nie w książce z twarzami.
P.S.
Tak wiem, że publikuje to w internecie i nie nie jestem hipokrytą, przynajmniej nie w tej dziedzinie.
Dlaczego więc kiedy zgaśnie światło nie widzę nic poza nim.
Czy naprawdę opłaca się zamiast Świata za oknem oglądać czyjeś zdjęcia z wakacji,
chłonąć jego emocje i dorzucać do pieca, w którym płonie jego ego, statystyki i komentarze?
Nie jestem stary, ale kiedy miałem mniej lat to wszystko było mniejsze i bardziej lokalne,
nikt z nas nie miał przyjaciół, których mógł liczyć w setkach, za to każdy z nas mógł wymienić ich z pamięci. Nie musiałem pisać elektronicznych wiadomości, które okrążały świat tylko po to by trafić do mieszkającego dwie ulice dalej kolegi.
I teraz powiedzcie mi kto jest lepiej zorientowany? Kto patrząc widzi a nie przyjmuje.
Internetowa bestia, która przemierza bezmiar sieci w poszukiwaniu coraz to nowych możliwości komunikowania na wszelakich poziomach, kolekcjonująca „przyjaciół” jak mój pradziadek znaczki czy może R. który idzie parkiem i chłonie jego piękno wszystkimi zmysłami a przyjaciół ma w sercu a nie w książce z twarzami.
P.S.
Tak wiem, że publikuje to w internecie i nie nie jestem hipokrytą, przynajmniej nie w tej dziedzinie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz